sobota, 21 kwietnia 2018

Dagmara Kacperowska, martwy sezon, Fundacja Otwartych na Twórczość, Poznań 2018



Gdziekolwiek spojrzelibyśmy, rozglądając się po debiucie Dagmary Kacperowskiej, tam zawsze zobaczymy katastrofę umieszczoną przestrzennie lub chronologicznie – w Hiroszimie (legenda), w okolicach Czarnobyla (słoneczny dzień w Prypeć), w Aleppo (filozofia trwonienia), w Auschwitz (terminal) w zapomnianym na końcu świata obozie koncentracyjnym w Lüderitz (reminiscencja). Ale zauważamy tutaj kataklizmy, nabierające dopiero kształtu i zyskujące nazwę. Podmiot tomu identyfikuje je i nazywa pierwszy. Pozwalając sobie na pewne uogólnienie można stwierdzić, że wiersze Kacperowskiej wyrastają z silnie uwewnętrznionego przeżycia zła postrzeganego przez poetkę jako siła podobna ognistemu żywiołowi. Zła, co jednocześnie obezwładnia, ale i zmusza do wyobraźniowej i emocjonalnej z nim konfrontacji, do ustawicznych autoanaliz, wewnętrznych wglądów i do czujności, mobilizacji zmysłów oraz wrażliwości, która zagrożenie złem pozwoli wyczuć w najwcześniejszych, jego przejawach i najbardziej dyskretnych jego nosicielach; apeluje do siebie: „nie śnij, obudź się!/ w ich mięsie poczuj zapach/ który dawno sfermentował/ władzą i śmiercią./ myślisz, że to ich przeznaczenie?/ to nasłuchiwanie śpiewu syren?/ ich głos jest jak drżenie w agonii/ albo podczas orgazmu nad głowami potępionych// - donośny i zaraźliwy.” (retrospekcja) Poetka wie, że ze złem żartów nie ma, a każda interakcja z nim jest śmiertelnie poważna. Także wtedy, gdy manifestuje się ono w formie mało widowiskowej, wcielone w upodlonego nałogiem alkoholika (Król prohibicji) albo w miałkość powszedniego funkcjonowania.
Zadana ze sformalizowanych tradycji nie może stanowić oparcia dla samotnych zmagań duchowych poetyckiej persony. Surowej krytyce poddaje chrześcijaństwo ograniczające się do fideizmu (nieboski emisariusz) względnie do mało zobowiązujących świątecznych rytuałów (telenowela). Bo to poezja starająca się wyartykułować określony światopogląd. Ale wybiera swoich wrogów tak jak publicyści w co niektórych mediach, skutkiem czego wiersze, anty-ojczyźniane, anty-katolickie, poziomu całości tomu raczej nie podnoszą.   Czy przy tym ogromne zła jest jeszcze jakieś dobro? Tak, to, sugeruje poetka, które uczynimy sami, przewracając dzielące ludzi mury, szukając porozumienia i zgody (wino). To chyba najbardziej optymistyczne przesłanie debiutu Kacperowskiej.
Pełno w nim erupcji, huków, fraz kończących się wykrzyknikiem. Estetycznie poetka często jedzie po bandzie i czasem za nią wypada. Przykładowo: „(szum zwęglonych dźwięków/ pomiędzy rzędami białych lilii./przesypuje cząstki zmiażdżonych / dziecięcych główek jak kasztany/na placu Pigalle” (kasztany na placu Pigalle), lub „w domkach z piernika. leżą/ lukrowane serca i włochate zwierzę/ z rozpalonym prąciem.” (Domki z piernika). Czytelnik poezji współczesnej gorszy się raczej rzadko, ale zgódźmy się, że nawet najbardziej szalona w swej ekspresji strofa musi generować jakiś sens.

Fragment obszerniejszej całości przeznaczonej do publikacji w Dwumiesięczniku Literackim "Topos".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz