sobota, 21 września 2019

nowe litery: Nadmorze 22. Antologia wierszy czytanych. Maciej B...

Wiersz o upale w przedostatni dzień lata

nowe litery: Nadmorze 22. Antologia wierszy czytanych. Maciej B...: Kliknij, żeby odtworzyć audio. Interpretacja wiersza Macieja Bieszczada "Upał" z tomu "Kołatanie" (Sopot 2018) ...

Nadmorze 22. Antologia wierszy czytanych. Maciej Bieszczad: "Upał"




Kliknij, żeby odtworzyć audio.


Interpretacja wiersza Macieja Bieszczada "Upał" z tomu "Kołatanie" (Sopot 2018)

Notatki do podcastu:
Wydawnictwo Forma: http://www.wforma.eu/
W odcinku wykorzystano utwór Pianochocolate "Before the rain" z albumu "Time to meet" (2015) na licencji Creative Commons.
Kontakt z autorem podcastu: lorkowski@wp.pl
archiwum z wcześniejszymi odcinkami "Nadmorza": https://archive.org/details/@piotr-wiktor_



sobota, 14 września 2019

Aleksander Wierny, Sygontka, K.I.T., Stowarzyszenie Żywych Poetów, MBP im. Ks. Ludwika I, Brzeg 2019.


Poetycki debiut Aleksandra Wiernego (autor ma już w dorobku cztery książki prozatorskie) pozwala się czytać jako opowieść o znajdowaniu własnego, nieprzypadkowego, miejsca na ziemi, w tytułowej Sygontce, którą mapa lokalizuje w powiecie częstochowskim.
Więc co? Kolejny sentymentalny inteligent uciekający na wieś, aby cieszyć się pięknem natury oraz poczciwą prostotą stosunków międzyludzkich? Bynajmniej. Podmiot Sygontki jest na to zbyt trzeźwy, zbyt rzeczowy. Emocjami rozporządza powściągliwie, kieruje je w stronę życiowej partnerki i zrodzonego z niej potomka. Wszakże nie należy uważać tej poezji za oschłą czy uczuciowo wychłodzoną. Po prostu przywiązanie lirycznego „ja” do konkretu sprawia, że koncentruje się ono na bardziej obiektywnych elementach rzeczywistości.
Zagospodarowywanie zakupionego siedliska, prócz wymiaru praktycznego, ma wymiar egzystencjalny. W kolejnych fazach przekształceń, podmiot czyni je sobie przynależnym, ale i sam coraz bardziej do niego przynależy. Nie nadweręża tego związku konieczna przecież konfrontacja z lokalnymi przejawami natury, które należy przecież ująć w ramy gospodarskich zamysłów: odebrać ziemnym żukom ich żerowiska na rzecz ogrodu (Będą barwy), ograniczyć pasikonikom ich trawiasto-podwórkowe terytorium (Wzrosną prawdziwe domy), czy bezkrwawo pozbyć się z domu szkodliwych gryzoni (Mieliśmy myszy). Kolejność ogniw w łańcuchu pokarmowym podmiot przyjmuje z dobrodziejstwem inwentarza; znaleziska po zwierzęcych łowach (zob. Będę musiał mordować) utwierdzają go w tym poglądzie, wzmocnionym atawistycznym odruchem myśliwego (por. Martwe, jeszcze ciepłe), więc przekonanym jaroszem raczej nie zostanie. Jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że i jemu przyjdzie kiedyś ponieść konsekwencje swych starćz naturą (Śmiertelny śnieg). Na razie jednak nie myśli jeszcze przejść do defensywy. Tyle jeszcze przed nim do zrobienia: czuwa nieustannie nad bliskimi, chroni byt rodziny, skupia ją wokoło domowego ogniska (Sztucznie stworzony); uczy syna czynności ważnych dla przetrwania domu, a nawet – dla bezpiecznej ojcowskiej przyszłości (On). Chce mieć czas na towarzyszenie matce swego dziecka w pracach ogrodowych, a do nieobecnej – tęskni (Lepsza era). Stojąc na mocnym fundamencie, autorska persona mierzy się myślowo z elementarnymi dla egzystencji zagadnieniami, czasem trudnymi nazwać, określonymi jedynie ogólnym zaimkiem „to” (zob. To trwa). Tajemniczym, sugerującym niebyt, zanik istnienia. Nie ze śmiercią bynajmniej, jałowo-bezwonną (zob. Każda śmierć), bo może się ona okazać długim odpoczynkiem przed zmartwychwstaniem (W nagłym przypływie sił), ale z nieskończonym, bezradnym wygasaniem (Już zgasł) Równolegle do tych medytacji rozwija się nowa opowieść źródłowa, , tworzona także na użytek syna, głównie podczas wypraw poza domowe opłotki, „do wapiennego kamieniołomu/ po dzikie jabłka” albo na pobliskie wzgórze. To uniwersum musi mieć przecież własny Eden i Wzgórze Czaszki. 
Wysiłki i rozmyślania tekstowego „ja” owocują nareszcie zrozumieniem, najprostszych, acz mało idyllicznych prawd świata zamieszkałego przez istoty, „co w ciemności/ uparcie szukają dla siebie pożywienia.” (zob. Ziemia ludzi i zwierząt).Owo zrozumienie dociera doń nagłym błyskiem, przychodzącym spoza racjonalnej świadomości. Skąd? Nie pytajmy. Przecież nawet sam poeta w ostatnich słowach tomu stwierdzi: „właściwie wszystko jedno/ skąd płynie światło”.

Fragment większej całości przeznaczonej do publikacji w Dwumiesięczniku Literackim "Topos"

sobota, 7 września 2019

Nadmorze 21. Antologia wierszy czytanych: Lesław Nowara, "Banknot"




O wierszu Lesława Nowary "Banknot" z tomu "Ciemna strona światła"
(Katowice 2019)


Notki do podcastu:
Śląsk - Wydawnictwo Naukowe (strona poetycka)
http://www.slaskwn.com.pl/ksiazki/kategoria/poezja
Dom Literatury w Łodzi: http://dom-literatury.pl/
Wydawnictwo Forma: http://www.wforma.eu/
Blog Nowe Litery: https://nowelitery.blogspot.com/
Kontakt z autorem podcastu: lorkowski@wp.pl
archiwum z wcześniejszymi odcinkami "Nadmorza": https://archive.org/details/@piotr-wiktor_







sobota, 31 sierpnia 2019

Miłosz Waligórski, Sztuka przekładu, Wydawnictwo FORMA, Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy Szczecin, Bezrzecze 2018




Miłosz Waligórski zdążył przyzwyczaić swych czytelników do stałego repertuaru tematów
i poetyckich klimatów, z klimatem środkowoeuropejskim na czele. W sztuce przekładu znów zaznaczają się one wyraziście i równie ciekawie jak w tomach poprzednich. Europa karpacka, bałkańska, po rumuńsku romańska oraz madziarska wciąż pozostaje dlań terytorium odrębnych znaczeń, wynikłych z bezpośredniego doświadczenia prowadzącego do zgoła nietuzinkowych interpretacji tej bardzo samoswojej przestrzeni, pogranicza języków, kultur, tożsamości. Zaiste jest to miejsce, gdzie tłumacz ma naprawdę dużo roboty, a kompetencje przekładowe co krok sprawdza w praktyce. Im głębiej wczytujemy się w ten zbiór, tym  łatwiej dostrzec, że przekład jego autor traktuje jako czynność dalece przekraczającą ramy obiegowych definicji, określającą go jako sztukę tworzenia nowego tekstu poprzez dobór semantycznych równoważników poszczególnych struktur oryginału. Pod piórem Waligórskiego tłumaczenie staje się budowaniem międzyludzkiej relacji pomiędzy tłumaczem a jego partnerem/partnerką; zaś języka, w którym owa relacja się nawiązuje, nie sposób zredukować do neutralnego medium, gdyż w sposób decydujący ją ustawia, przede wszystkim zmysłowo, emocjonalnie, co do pewnego stopnia pozwala także rozwiązać także problem nieprzekładalności; wyznaje poeta: „nie wiem jak ci to wytłumaczyć/ stawiam gwiazdkę/ i piszę pod kreską/ – / nieprzekładalna gra słów/ i zaraz słowa/ zamieniam na oczy” (sztuka przekładu (ciuciubabka)). Chyba można już postawić hipotezę, że w porządku tego tomu każda sytuacja komunikacyjna jest na swój sposób tłumaczeniem, bo spotyka ze sobą różne języki, którymi wyrażamy nasze bycie, a gra słów toczy się przede wszystkim o zrozumienie jawiącego się nam „ty”. Niemniej tłumacz odgrywa tutaj także rolę translatora, czyli tego, kto przenosi znaczenia: „wyprowadzam z kraju rzecz/ przed sąd drugiego języka// on daje drugie dożywocie” – mówi o sobie w wierszu sentencja (alibi). Tłumacz, gdy pochyla się nad tekstem rozumianym jako zespół (niekoniecznie zwerbalizowanych) znaków to także tropiciel istnienia, interpretator czyjejś obecności, niekiedy ułomnej (es), a choć nie może jej ex post naprawić, wystarcza, że ją, z jej usterkami,  ocala.  Całe istnienie, jak przekonuje nas wiersz, mieć i być ma przecież naturę gramatyczną, a drobne z pozoru zmiany w podsystemach języka, takich jak fonetyka lub fleksja mogą mieć znaczenie ontologiczne. Tym samym mogą mieć także wpływ na sposób uprzytamniania sobie biegu rzeczy świata tego, do których przynależy, wymóg ostrożnego wspominania zmarłych (50), czy potrzeba odczytywania w gestach i zachowaniach dziecka metafor odnoszących się do życiowych konieczności (córka, cyrk). A wszystko po to, aby uwiarygodniła się początkowa deklaracja poety/tłumacza: „nie wszystek umrę/ choć cienko przędę/ życia nić/ kreseczka/ zbawi mnie/ od nic” (/).



Fragment większej całości przeznaczonej do publikacji w Dwumiesięczniku Literackim "Topos"

Omówienie poprzedniego domu Miłosza Waligórskiego (Długopis) w 11. wydaniu podcastu "Nadmorze"


niedziela, 19 maja 2019

Joanna Pełka Śmiełowska, przeciwległe żebro, Fundacja Otwartych na Twórczość, Poznań 2019.




W poetyckim pisaniu Joanny Pełki Śmiełowskiej czuje się ambitny zamiar zaangażowania tyleż wyobraźni czytelnika co jego intelektu i zmysłów, nawet duchowości. Debiutantka podejmuje przy tym nie mniej ambitną próbę stworzenia języka poetyckiego, który stałby się uniwersalnym medium zdolnym przekazać każdą treść; języka, zdolnego udźwignąć ciężar kwestii metafizycznych, opisać dowolny stan emocjonalny, nawet doświadczenie paranormalne. Pewnie totalność tego zamiaru sprawia, że w pierwszym kontakcie jej wiersze robią wrażenie dość mocno rozwichrzonych. Aby się przyzwyczaić do wartkiego toku lirycznych monologów, będących żywą dynamiką, trzeba się wpierw dać im unieść, pozwolić się porwać. Dopiero potem świta w nich coś i ktoś. A konkretniej – podmiotka, czyli podmiot rodzaju żeńskiego, swą żeńskość wykorzystujący kreatywnie, nieco uwodzicielsko; doskonale wie, jak wykorzystać soft power autokreacji. Widmowa, pełna marzeń o idealnej miłości, romantyczka, zręcznie porusza się pośród kulturowych kodów, wykazuje skłonności mistyczne. Osobowość przebogata, frapująca. W którąkolwiek zabierze czytelnika stronę, gdziekolwiek ją spotkamy, zawsze pozostaje zajmującym towarzystwem. Pozostaje nim nawet wówczas, gdy daje się zauważyć na uboczu ulicznej krzątaniny, gdzie spisuje „na bezsennym pergaminie/ wielowartościowe logiki świata” (cogitationes). Wielokierunkowość, wielowartościowość poetyckiego myślenia próbuje debiutantka potraktować jako środek przy pomocy którego da się pogodzić sprzeczności. Do pewnego stopnia skuteczny, także dlatego, że podmiotka staje czule i blisko każdego tekstowego „ty”. Snuje monologi intymne; zwraca uwagę swego adresata na każdy subtelny, niezwyczajny szczegół. Chociaż zazwyczaj upozowana na istotę odrealnioną i wiotką, gdy czuje taką potrzebę, błyskawicznie wróciwszy do przytomności, potrafi podsumować erudycyjną dysputę niespodziewaną, ironiczno-erotyczną pointą: „a potem nagle w pana rozumieniu wszechświat stał się dualny/ ponieważ przez niepomierną chwilę składał się jedynie z dwóch/ jędrnych jabłek” (nie słyszeliśmy się od stworzenia). Zapatrzona w literackie ideały wielkich kochanków, nie kryje bynajmniej, że rzeczywisty mężczyzna jest jeno ich lichym cieniem, postacią, którą trzeba dopiero nauczyć obchodzenia się z zaskakującą tajemnicą kobiecości, której zgłębianie prowadzi do transgresji lub zmienia się w sytuację graniczną. (patrząc na niego). Wyraźnie zmęczona udzielaniem takich lekcji ucieka w baśń, w afrykańską lub dalekowschodnią, egzotykę, ostatecznie wycofuje się w bezpieczne, poetyzmy. Trudno ukryć, że wyrażenia rozpoznawalne od razu jako poetyckie, sięga z upodobaniem. Lubi konstruować monologi piętrowe, spiętrzone, wielokondygnacyjne. Eksperymentuje nie tyle z formą, ile ze snami i projekcjami, z napięciami pomiędzy spontaniczną wizją a uruchamiającym myślenie pojęciowe medytacjami, jak wówczas, gdy analizuje związek pomiędzy sacrum a przemocą (jasnowidzące uliczki innych religii…) okrutną czujących dla istot. Człowiecze zamiary opanowywania czy użytkowania przyrody zasługują w jej oczach na bezwzględną naganę (czy wiesz, że w wodach Amuru). Światopoglądem tej poezji jest radykalny ekologizm, zakładający, że dobro stanowi konstytutywną cechę natury (wyjaśnijmy – nie zawsze całkowicie niewinnej i łagodnej), dalej -  wiara w pierwotność tego dobra natury wobec kształtów, w które przywdziewają się jej fenomeny (manifestująca się od samego początku w czułych dziecięcych gestach wobec żywych stworzeń (przywołuję w pamięci), cenione przez poetkę o wiele wyżej niż rezultaty dociekań myślicieli.
„Nie nauczę się poezji”  - wzdycha w pewnym momencie debiutantka. Trochę chyba kokieteryjnie, bo bez wątpienia dale się u niej stwierdzić ogólne wyczucie poetyckości. Co zaś do szczegółów – powinna się chyba przyjrzeć nieco bardziej krytycznie sformułowaniom takim jak „nagłe objawienie/ w postaci rozciętego krocza etiopki/ jest dla miłośników kwestią drugorzędną”  (pewnego razu) albo „kobiety renesansu ukryte w kastracji/ wspomnień” (temperament zwierząt). I niekiedy, zwolniwszy tok monologu, pozwolić czytającemu poczuć przyjemność z bogatej wizji lub zastanowić się nad zaszyfrowanym w obrazie czy w przenośni znaczeniem.


Fragment większej całości przeznaczonej do publikacji w Dwumiesięczniku Literackim "Topos"


nowe litery: Nadmorze 22. Antologia wierszy czytanych. Maciej B...

Wiersz o upale w przedostatni dzień lata nowe litery: Nadmorze 22. Antologia wierszy czytanych. Maciej B... : Kliknij, żeby odtworzyć audi...