sobota, 15 września 2018

Nadmorze 16. O tomie wierszy Zbigniewa Chojnowskiego "Zawsze gdzieś jest noc" (Wydawnictwo FORMA, Szczecin Bezrzecze 2018)





Podcast po-podróżny. Mówię w nim o nowym zbiorze poetyckim Zbigniewa Chojnowskiego "Zawsze gdzieś jest noc" (Wydawnictwo FORMA, Szczecin 2018). 
Książki wręczone i nadesłane. 

Linki:
http://fundacjadf.pl/
http://dom-literatury.pl/
http://www.wforma.eu/

Recenzja zbioru Zbigniewa Chojnowskiego "Widny Kres":
https://instytutksiazki.pl/literatura,8,nowosci-wydawnicze,21,poezja,1,widny-kres,60.html




sobota, 8 września 2018

Bogumiła Salmonowicz, Femoglobina, Stowarzyszenie Alternatywni, Elbląg 2017.



Zbiór wierszy a zarazem zgrabny albumik zawierający prace Romany Klinkosz w technice mieszanej (akryl i suche pastele). Przedstawiają one w bardzo różnych odsłonach ujętą odrobinę groteskowo żeńską postać imieniem Troda. Zadaniem zaś czytelnika pozostaje odkrywanie punktów wspólnych pomiędzy obrazu a tekstem będącym zazwyczaj swobodną wariacją na motywach wizualnych. 


  Jakie zatem cechy kobiece wysuwa poetka się na plan pierwszy? Przede wszystkim nieprzekraczalną, radykalną inność psychofizyczną i społeczną. Problematyczną, w skaranych przypadkach przeklętą, będącą istnym dopustem bożym. przyczyną cierpień na wszystkich etapach życia, od lekkomyślnej młodości aż po starcze zniedołężnienie. Gdyby poprzestać na tej konstatacji, można by stwierdzić, że Salmonowicz brnie w publicystyczne stereotypy. Szczęśliwie ocala ją konsekwentnie przyjęta strategia, którą można by porównać do studium przypadku, widzianego z bardzo bliska, w wielu wycieniowanych szczegółach. Zbiera więc kobiece losy, syntetyzuje je, trochę typizuje, skupiając się na ich determinantach. Bodaj najważniejszą z nich pozostaje życie w przykrym rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami otoczenia a własnymi potrzebami, ciągłe skazanie na mityczny moment „później”, kiedy mają się spełnić najtajniejsze, najbardziej własne życzenia, gdy wreszcie będzie można „chwytać w dłonie/ promyki codziennych słońc/ albo wiązać w naszyjniki/ lśniące ogony gwiazd” (Wizje). Inną okoliczność decydującą stanowi tu wewnętrzna sprzeczność dążeń zamieszkujących tę samą osobowość (zob. Jeden znak). Emocjonalne zagmatwania zwiększają ryzyko pomyłek, błędów w rozeznawaniu kierunków istnienia. Sytuację kobiety komplikuje jeszcze ustawiczna potrzeba kochania (Jak modliszka), ciężko doświadczana deziluzjami (Róże). 

   Na uwarunkowania psychologiczne nakładają się uwikłania społeczne, nawet instytucjonalne, z małżeństwem na czele. Zostaje ono zaprezentowane jako najbardziej dotkliwa forma zniewolenia oraz wyzysku ugruntowana w źle pojętej tradycji (por. „Bo najpierw został stworzony Adam”). W wierszach dotykających tej materii umiejętność operowania szczegółem, widzianym z ukosa konkretem, po raz kolejny broni poetkę przed popadnięciem w gazetowy schemat. Wypada też zauważyć, że oskarżenia pod adresem męskiej części rodzaju ludzkiego formułuje raczej rzadko i w przypadkach już z daleka wyglądających na uzasadnione. 
  Omawiając kiedyś na tych łamach debiut elbląskiej poetki (BoSa, 2014) zwróciłem uwagę na jej zamiłowanie do metafor dopełniaczowych. W trzeciej jej książce daje ono jeszcze o sobie znać, choć znacznie dyskretniej niż kiedyś. Niemniej uważam Femoglobinę za tom wart zauważenia i dyskusji. Zagadnienie poetyckich reprezentacji kobiecości jest bowiem zbyt poważne, aby pozostawiać je na pastwę feministek.
Fragment większej całości przeznaczonej do publikacji w Dwumiesięczniku Literackim "Topos"


piątek, 6 lipca 2018

Marcin Królikowski, Opowieść dwunastopiętrowa. Grozy poetyckie, Wydawnictwo Anagram, Warszawa 2017..




Otwieram debiut Marcina Królikowskiego niby drzwi do Archiwum X pełnego ponuro jawiących się tajemnic. Pamięć tragicznej historii niegdyś zgładzonej, zmartwychwstałej potem w innym wcieleniu Warszawy miesza się u niego z wyobrażeniami charakterystycznymi dla science fiction. Podmiot tych opowiastek i wierszy (wyjaśnijmy dla porządku, że teksty narracyjne od poetyckich monologów odróżnia tutaj głównie układ graficzny) przedstawia się jako człowiek z bloku. Żeby tylko z bloku – z wieżowca! Znalazł się poniekąd w punkcie idealnym, pomiędzy kosmosem, skąd przybywają Obcy a warstwami archeologicznymi, które bada z zapałem dociekliwego eksploratora, z konsekwencją detektywa. Wprawdzie „na ramy starych nałożono nowe/ okna, miasto na przepalone fundamenty” (Ostatni dom po Pawiej (71)), lecz śladów przeszłości zatrzeć niepodobna. Bo mają one teraz naturę przede wszystkim psychiczną, może nawet – paranormalną. Dlatego też widmowa Warszawa od razu bierze górę nad rzeczywistym miastem. Tekstowe „ja”,  warszawiak nie tylko „zodiakalny”, czyli zrządzeniem sił wyższych skazany na ścisły związek z tą przestrzenią, lecz warszawiak autochtoniczny, reprezentant najbardziej endemicznego gatunku warszawiaków, po labiryntach i zaułkach miasta-widziadła oprowadza nas niczym wytrawny przewodnik. Każdy z tych zakątków wiąże się dla niego z osobnym, osobistym zespołem skojarzeń, emocji, doświadczeń (por. Getto brutto – getto netto). Swoją uwagę koncentruje debiutant na dawnej dzielnicy żydowskiej, Muranowie, jako jeden z tych, których łączy z nią nieledwie fizyczna więź (zob. Zamuranowany), sprawiająca że jego osąd nad pragmatycznym stosunkiem współczesności do dramatu dowódcy ŻOB i jego podwładnych nabiera szczególnej wagi. Wyraźnie wie, co mówi, gdy stwierdza: „Nieczyste sumienie wciąż szuka, pod pretekstem wymiany rur, bunkra Mordechaja, chce do końca wyleczyć miasto z próchnicy, wie jakie postępy poczyniono w kryminalistyce, wie że można po zapachu/ spalenizny odnaleźć sprawcę sprawców,/ ściągnąć czyste prochy prosto z Argentyny” (tamże). Dobrowolnie wchodzi w rolę strażnika pamięci. Jednakże już z przymusu śni sny, których nie mogli dośnić umarli. Mimo woli naśladuje nawet ich zachowania. Zmarli, należycie nie pożegnani, nawiedzają go natrętnie. Dybuki? Kto wie?
      Kiedy Marcin Królikowski zaproponuje czytelnikowi udział w swoich dalszych eksploracjach, nie dam się długo prosić. 


Fragment większej całości przeznaczonej do publikacji w Dwumiesięczniku Literackim "Topos"



czwartek, 28 czerwca 2018

Nadmorze 15. O tomie poetyckim Dariusza Bugalskiego "Korespondent "Małego Przeglądu""









Audycja nadawana z kaszubskiej checzy na skraju Lasów Mirachowskich. Omawiam w niej zbiór wierszy Dariusza Bugalskiego "Korespondent "Małego Przeglądu". W archiwum żywych głosów Magdalena Cybulska czyta prozę poetycką, za którą otrzymała główną nagrodę w konkursie "O Złote Pióro Sopotu 2018". 



Linki:

W audycji wykorzystano kompozycje
Dee-Yan-Keya [strona autorska]
"business trip"
"wolfgang"

na licencji Creative Commons



sobota, 16 czerwca 2018

Ewa Frączek, Reorientacja, K.I.T, Stowarzyszenie Żywych Poetów, MBP im. Ks. Ludwika I, Brzeg 2017.



Liryczna persona debiutantki nie zamierza grać roli grzecznej młodej damy. Do grasujących ostatnio stadami bojowo usposobionych dziewuch też by się raczej nie przyłączyła. Wydaje się wcale zadowolona z kobiecości w jej fizycznym tudzież emocjonalnym wymiarze (zob. święto dziękczynienia). Co do feminizmu, genderu nie ma złudzeń. Woli samodzielnie, na własne ryzyko, analizować kobiece uwikłanie w skomplikowany kontekst społeczny uwarunkowany czynnikami psychologicznymi, ekonomicznymi czy religijnymi (***, a przecież umieram dla was kobiety...). Jako że w otwartej konfrontacji trudno się z nimi uporać, próbuje je rozbroić groteskowym przemodelowaniem (kobiety na radzie pedagogicznej obierają wspólnie ziemniaki) albo –  oswoić emocjonalnie, nazywając wprost lub metaforyzując uczucia („***, nienawiść do chmur rośnie…”). Wybierając konkretną taktykę, chętnie posiłkuje się instynktem i intuicją, scalając odrębne obrazy rzeczywistości wytwarzane przez każdą półkulę mózgową z osobna.  Czasem jej procesy poznawcze integruje myślenie magiczne, zdolne objaśnić tajniki   egzystencji (bycie i czas). Poetyckie „ja” debiutantki zdaje się na poły zafrapowanie, na poły przerażone najważniejszym swoim odkryciem dotyczącym dominacji fenomenów podświadomych albo zgoła nieświadomych nad racjonalnym porządkiem pojęć.  Wspomnienia i traumy z dzieciństwa (pokój), nie przepracowana, jak się można domyślać, relacja z matką (o cudach) pozostawiły w tym tomie swój ślad. Podobnie jak nastoletnie, generacyjne próby wejścia w dorosłość oraz ich już całkiem indywidualny ciąg dalszy podsumowany w wierszu lublin. dolna marii panny, gdzie nostalgia miesza się z poczuciem niepewności co do kierunku, w którym biegnie całkiem już dorosły los. Zatem znaczną część tych wierszy możemy uważać za świadectwo prób reorientacji, czyli ponownego, często całkiem własnego określenia się wobec doświadczeń, wyzwań, także – wobec wartości.
   Podmiotka debiutu znalazła się w położeniu nie napawającym optymizmem; wśród jej postanowień na rozpoczynający się rok znajdujemy również takie: „omijać strach, pytania/ o polskę właśnie/ o mentora mistrza nauczyciela/ który przypilnuje bym żyła jeszcze/ lat trzydzieści pięć, gdy bank ogłosi/ że jestem zdolna do metrażu, bo/ mam talent mało zmarszczek przyszłość/ nienaruszone nadgarstki” (noworocznie). Na życie byle jakie, wymuszające rezygnację z wyczytanych w książkach, skądinąd słusznych moralnie ideałów (dopowiedzenie) albo planów (saturn nienasycona), nie ma zamiaru się godzić. Uwierają ją ustępstwa na rzecz powszednich realiów odnotowywanych zresztą bardzo celnie. Doceńmy jej nonkonformizm, zwłaszcza, że stoi za nim, dynamiczna imaginacja, rozkwitająca w całej swej sile sugestywnymi metaforami oraz energia wypowiedzi.

Fragment większej całości przygotowanej do druku w Dwumiesięczniku Literackim „Topos”.

wtorek, 29 maja 2018

Nadmorze 14. Rozmowa z Moniką Milewską o jej powieści "Latawiec z betonu"






W audycji wykorzystano utwór Dee-Yan_Keya "Seagulls" na licencji Creative Commons 4

Show notes:
http://www.e-kalejdoskop.pl/
http://www.zaulekpomylka.pl/
http://www.wbp.poznan.pl/wydawnictwo/
http://www.wforma.eu/


sobota, 5 maja 2018

Piotr Burczyk, Z ukrycia, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Olsztyn 2017.



Podmiot wierszy Burczyka całkiem dobrze czuje się w towarzystwie duchów. Dla wyjaśnienia wypada mi jednak napisać, że pojęcie duchów powinniśmy tu zastosować zarówno do gości z zaświatów jak do czystego ducha, który ich wyprzedza pojawiając się, na samym początku tomu, z czasem „Coraz bardziej ludzki/ Coraz bardziej szary/ Coraz bardziej zwykły/ Anioł w za ciężkich butach” (Coraz bardziej) i zadaje poetyckiemu „ja” pytanie o jego wiarę. Ale nie uzyskuje sformułowanej wprost odpowiedzi. Skazany został na dowody, by tak rzec, pośrednie, na drobne refleksy nadprzyrodzonego widzenia i na refleksje, o które w poezji łatwiej na łące (Gietrzwałd) niż w ciemnawej świątyni (zob. Pusty kościół). 

Zgoła inaczej ma się rzecz w przypadku gości przybywających z zaświatów. Wywołani, przywołani mimo chęci i woli budzą umiarkowaną raczej grozę, no może trochę całkiem zrozumiałej w tej sytuacji poczucia niesamowitości, konkurującego z zaciekawieniem. Sami są zresztą ciekawscy, niektórzy dystyngowani, inni dowcipni albo w obejściu zaskakująco swojscy. Wszyscy nie nazbyt kłopotliwi. Ich obecność każe się jednak poecie zastanowić nad własną pośmiertną przyszłością. Mają zresztą umarli, widziani przez autora trochę po leśmianowsku swoje przyjemności (zob. Świętej i nieświętej pamięci). W tym samym porządku wyobrażeń należałoby chyba umieścić wiersze- świadectwa swoistego kultu przodków, zwłaszcza tych w linii męskiej, reprezentujących zakorzenienie w odległej chronologicznie, kresowej genealogii Tak głębokie, że komunikacja z nią wymaga milczenia wynikłego nie z zakłopotania odwiecznością antenatów (por. List do dziadka Jana), tym bardzie nie z onieśmielenia ich dostojeństwem, ale z bezsłownego rozumienia związków ze wspólną przeszłością, sprawiającego, że podmiot nigdy nie przedstawi się jako bezdomny czy wyobcowany. A gdy na świat spogląda, gdy ten świat (na ogół impresyjnie) opisze, czyni to z ufnością i cichą, ale pewną swej słuszności akceptacją. Rzeczywistość ze wszystkimi jej wadami łatwo poddaje się całkiem bezpretensjonalnemu opisowi, całkiem miłemu w lekturze. By to sprawdzić, wystarczy poświęcić chwilkę uwagi wierszom Diament czy „Sen kota”. Naprawdę chwilkę – bo zwięzłe są, lapidarne. Chyba, że wolelibyście skupić się na barwnej impresji zatytułowanej Światło. Generalnie mam wrażenie, że z debiutu Burczyka mówi do nas ktoś, kto potrafi kontentować się prostym szczęściem pod warmińskim dachem, kto ceni sobie skromność, a z otoczeniem chciałby przestawać w jak najżyczliwszej relacji. Skłonnością do poprzestawania na małym debiutant z Warmii może zaskarbić sobie sporą sympatię. Prosiłbym go tylko, aby pozostał już przy dobrze odmierzonych proporcjach prostego widzenia i skomplikowania metafor. Osiągnął już bardzo delikatną równowagę dyskursu, który poszukując za dalszej prostoty, w pościgu za jeszcze większą oczywistością mógłby zupełnie niepotrzebnie naruszyć, ześlizgując się w banał.

Fragment większej całości przeznaczonej do publikacji w Dwumiesięczniku Literackim "Topos"


Nadmorze 16. O tomie wierszy Zbigniewa Chojnowskiego "Zawsze gdzieś jest noc" (Wydawnictwo FORMA, Szczecin Bezrzecze 2018)

Podcast po-podróżny. Mówię w nim o nowym zbiorze poetyckim Zbigniewa Chojnowskiego "Zawsze gdzieś jest noc" (Wydawnictwo FORMA...