Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Notacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Notacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2015

Notacje 2014 (2)


Drugi września. W kieszonkowym notesie postawiłem wczoraj datę i uświadomiłem sobie, że lato naprawdę się skończyło. Ale bodaj bardziej dotkliwe było krótkie ukłucie melancholii, gdy przeczytałem, że nowo kupiony  Shaeffer nie ma już wiecznej gwarancji tak, jak miało ją inne pióro tej samej marki kupione jesienią 1998.

Kartka na drzwiach sopockiej resturacji "Piaskownica": "Rosjan nie obsługujemy". Podobno właściciel ma już kłopoty ze strony władz. Nie kremlowskich. Polskich. Cóż by dziś czekało Bogusławskiego za "Krakowiaków i górali"? 

Wieczorem dojeżdżamy do KK. Witam się z moim ulubionym kątem do pracy. Mam tu biurko z metalowym koszyczkiem pełnym ołówków. Wisi tu bukiecik święconego ziela i dwie małe ikony, pamiątki z Prejesławia Zaleskiego, kupione w  rosyjskim, zamoskiewskiim interiorze. Czekała tu cisza przedjesiennej nocy, której najlepiej słuchać w starym fotelu, żółtym i wysłużonym tak bardzo, że raczej leży się w nim niż siedzi. Leżałbym w nim do późna. Do listopada. A świat niech sobie biegnie i mija. 

Na Zaspie. Fotografowanie dla prof. J.  cmentarza męczenników wojny, który jest jak rezerwat prze-smutku pośrodku blokowiska. 

Zamknięcie dnia: rozmawiamy z MK o tym, którego z filozofów chcielibyśmy mieć za rozmówcę. MK obstawia Schopenhauera, Ja - Heideggera z czasów, gdy mieszkał w Todnaubergu, w pustelniczej chacie.

Droga do Rostocku. Zajmuję miejsce w ciasnym airbusie. Tuż przy mnie sadowi się para zakochanych w wieku dojrzałym. Przez całą godzinę lotu ona trzyma go za rękę,  po starcie zasypia, budzi się gdy samolot podchodzi do lądowania. Drugie śniadanie w knajpce "Die Bruchpiloten" tuż koło lotniska w Lubece. Potem półgodzinne oczekiwanie na przystanku kolejowym nieomal w szczerym polu, za to w widokiem na dalekie iglice lubeckich wież. 

Rostock, Motel One. Odstawiwszy walizkę w kąt, ze trzy godziny łazikowałem po mieście. Całkiem ładne,choć w całości nie robi na mnie chyba takiego wrażenia jak Brema czy Lubeka. Obejrzałem sobie dość dokładnie strzelistą  Marienkirche z imponującymi organami (ponad pięć tysięcy głosów) zawieszonymi wysoko ponad posadzką świątyni, a nad przepyszną książęcą lożą. Kajzer w berlińskiej katedrze miał skromniejszą.) Pod chórem ustawiono ławy profesorów tutejszego uniwersytetu, stanowiące pamiątkę czasów, kiedy Marienkirche spełniało funkcję świątyni akademickiej.

Dalej Rostock. Mimo siąpiącego deszczu dalej wałęsam się po mieście. Najpierw przez dzielnicę zabudowaną trochę po sopocku: niewysokimi domami w ogrodach, nieomal willami, pamiętającymi ostatnie lata książęcej Meklemburgii. Potem natrafiam na budynek Societät Rostock maritim, czyli dawne Muzeum Zeglugi. W reprezentacyjnej sali tego dość zaniedbanego gmachu i w salach do niej przyległych wystawiono kilkadziesiąt płócien Paula Müllera-Kaempffa (1861-1941). Dotąd znałem go ledwie z nazwiska. Realista zamieszkały w przestrzeni północnoniemieckiego wybrzeża, skłaniający się wyraźnie ku impresjonizmowi. Jego krajobrazy są gęste od barw, prawie dotykalne. Każdemu od czasu do czasu dobrze robi kawał porządnego warsztatowo malarstwa.,

Wyjazd pociągiem do Lubeki. Podróżujemy przez krajobraz jak z obrazów C. D. Friedricha: żółty wschód małego słońca, pasma mgły na łąkach i pomiędzy sosenkami. 

Wrzeszcz. Przy wejściu do skromnego  sklepiku -  małe, ale przepysznie purpurowe dalie.

Kamyki - nasiona przyszłych gór.

Na Wyspie Sobieszewskiej. Z aparatem wędruję daleko, Kamienną Groblą oddzielającą Ptasi Raj od Martwej Wisły. Uważam, aby się nie potknąć na mokrych kamieniach. Po prawej mam wielkie trzcinowisko, przywodzące na myśl egipskie zaświaty. Potem marsz przez las, cichy po odlocie ptaków. Zaczyna padać. Zmieniamy trasę. Schodzimy do Sobieszewa. Trofeum fotograficzne - dwie rokokowe stele, ostańce ewangelickiego cmentarza.

Psychomyszka.

Na wręczeniu Sopockich Muz. Półtorej godziny w eleganckim otoczeniu, z samorządową kampanią wyborczą w tle (niestety). Na estradzie Wojciech Rajski dyryguje  "Symfonią koncertującą" Mozarta. Jego orkiestrze kameralnej klasycy wiedeńscy wykonują się sami.

Kompozycje wokalne Hildegardy z Bingen. Muzyka z innego wymiaru. Jak gdyby śpiewało czyste, krystaliczne  powietrze.

Koniec października.  MK twierdzi, że  po naszym mieszkaniu zaczęły już spacerować duchy. Podobno nawet dzwonią sztućcami w kuchennych szufladach. 

Znak czasu, zdanie w podręczniku do nauki niemieckiego: "Abdullah mieszka w Erfurcie".

Peter Sloterdijk: „Jest człowiekiem szczęśliwym? Nic to nie zmienia w tym, że  pozostaje rezerwistą rozpaczy.” (Linijki i dni. Notatki 2008-2011, Berlin 2012, s.39).


 [wrzesień-listopad 2014]



środa, 1 stycznia 2014

Notacje 2013 (2)

16/06
Przypomnienie nie wiadomo skąd. Kiedyś hodowałem drzewko pomarańczowe. Za doniczkę służyła mu puszka po piwie przemyślnie pozbawiona wieczka przy pomocy otwieracza do konserw.

22/06
1. Redagowanie cudzych tekstów bywa lekcją pokory.  Bo ma się czasem niemal pewność, że daną rzecz samemu  napisałoby się znacznie lepiej. Ale tekst, nad którym pracujemy, trzeba przyjąć takim, jakim jest. I podążać za myślą autora, nie szukając swego.

2.  Kolejny temat do przemyślenia. Natura i obłęd nieodżałowanego Zygmunta Kubiaka. Ciekawe, na ile ten esej koresponduje ze stanem ducha współczesnego Europejczyka dotkniętego dziś skutkami fałszywej lewicowej antropologii, trochę podobnymi do tych, które przez dekady deprawowały umysły poddanych w komunistycznych satrapiach.


24/06 
Oglądam i czytam informacje o awanturze, jaka wybuchła wkoło wrocławskiego wykładu prof. Baumana. Zastanawiam się, jakich metod użyją hunwejbini tolerancji, aby wbić wszystkim do głowy jedyne słuszne, czyli lewacko-liberalne poglądy. Bauman – Heideggerek PRL-u?

04/07                                                                                                                         1.Smutek rozproszenia. Uciec z duszą na listek...

2. W samochodzie słucham audiobooka z powieścią Jerzego Pilcha "Wiele demonów". W tej prozie stylistycznie brzmiącej tak, jakby Gombrowicza pomieszać Schulzem, czuje się obecność Złego hulającego po luterskiej dziedzinie.

3. Popołudniowy deszcz. Krople odbijają się od asfaltu leniwie, jak gdyby bez przekonania.

13/07    
1. Jeszcze o demonem podszytej powieści Jerzego Pilcha, czarnej luterskiej grotesce. Po jej przeczytaniu zdecydowanie lepiej się rozumie, dlaczego Reformator na zamku w Eisenach rzucił, tyleż przerażony co pewnie zirytowany natarczywością Złego, rzucił w niego kałamarzem.

27/07            
1. Był już czymś, co nauczyło się milczeć.

2. Drobne przedmioty: szpilki, guziki, części zabawek, pionki gier, szklane kulki, znajdowane w szparach podłóg, za starymi meblami. Są świadkami życia, umieją przekonać emocje szybciej niż solenne archiwalia.

28/07 [Kaszuby]                                                                                                          1 Łupiny po tekstach: fiszki, zapiski, korekty.

2. Niedzielna poobiednia wieś w napięciu czeka na burzę jak student na trudny egzamin.

03/08 [Puszcza Białowieska]                                                                                           Rezerwat pokazowy żubra, do którego drałowaliśmy przez puszczę cztery kilometry w jedną stronę, nie zwiódł moich oczekiwań. Więcej — przeszedł moją wyobraźnię rozległością już nie zagród, ale całych sektorów dla jeleni, żubroni i samych żubrów. Te ostatnie jakby od niechcenia pozowały turystom do fotografii. Ba, miałem wrażenie, że żubrze stadko wyznacza któremuś ze swoich członków swego rodzaju dyżur fotograficzny. Osobnik, na którego przypadła kolej, spaceruje blisko ogrodzenia, skubie trawę nie zważając na trzask migawek, podczas gdy cała reszta ma czas na swoje sprawy, do których absolutnie nie wypada mieszać publiczności.

11/08  [znowu Kaszuby]                                                                                                        
1. Krystyna Lars: Naprawdę żywe jest tylko/ miejsce nieistnienia/ otwarte po zniknięciu duszy.
      
2. Język jako psychotrop.

21/08
Na przedostatnim tego roku pelplińskim koncercie czekał mnie dodatkowy bonus: zwiedzanie z panią konserwatorką przestrzeni za Ołtarzem Mariackim, gdzie od tyłu można było oglądać jedną z najcenniejszych pereł polskiego malarstwa – słynny "Pokłon pasterzy" Hermana Hana,  namalowany na grubej dębowej desce, idealnie prostej, jak w chwili jej montażu, czyli około roku 1620. Potem, zapaliwszy halogen, przez dobry kwadrans studiowaliśmy typy antropologiczne bohaterów obrazu, dochodząc wspólnie do wniosku, że takie figury i twarze można dziś jeszcze spotkać w mojej rodzinnej okolicy. Bo niby gdzie miał malarz szukać swoich modeli? Malował tych, których widział dokoła siebie – jak chodzą za pługiem, handlują na straganach, piją piwo po karczmach, modlą się po klasztorach i żebrzą na odpustach.  Rasowe mieszanki słowiańskich Pomorzan i ich germańskich sąsiadów z północy. Sam zresztą jestem taką mieszanką i czuję, że dosyć szybko byłbym się z nimi dogadał. 

23/08
Nauczyłem się, że gdy prowadzę wieczór autorski, powinienem się strzec nawet najbardziej nieśmiałych  prób polemizowania z bohaterem spotkania, zwłaszcza jeśli jest on literacką gwiazdą. Publiczność będzie po stronie gwiazdy, choćby ta plotła piramidalne bzdury.

03/09
Rose Ausländer (1913–1988)

Najpiękniejsze

Uciekam
do twego czarodziejskiego namiotu
miłości

w oddychającym lesie
gdzie czubki traw
składają ukłon

bo nie ma
niczego piękniejszego



wtorek, 8 stycznia 2013

Notacje. Gdańska Epifania

Do Gdańska na Orszak Trzech Króli. Pogoda ohydna, ale cóż to dla nas? I dla ładnych paru tysięcy innych kolędników podążających za trójką magów na koniach poprzedzonych przez anioły na szczudłach i halabardników w hełmach ze strusimi piórami wyglądających tak, jakby co dopiero zeszli z obrazów Antona Moellera czy innego mistrza ozdabiającego swoimi obrazami Dwór Artusa. Pałac Heroda urządzono w Złotej Bramie, a przed Ratuszem Głównomiejskim aniołowie przełamywali blokadę orszaku postawioną przez szatanów. 
  

wtorek, 18 grudnia 2012

Notacje (lipiec/sierpień 2012)

Dopiero późnym wieczorem przeczytałem porannego esemesa od AF. Zmarł Andrzej K. Waśkiewicz. Znałem go dobre dwie dekady i coraz bardziej szanowałem za literackie doświadczenie i ogólną erudycję. Prócz socjaldemokraty Bolesława Faca należał do najsympatyczniejszych lewicowych literatów, jakich gdańska ziemia nosiła i jacy w niej na koniec spoczną.

Kròlestwo Niebieskie trzeba zdobywać gwałtem. Królestwo ziemskie - cierpliwością.

"Niedokończona" Schuberta na pelplińskim koncercie wykonywana przez szwajcarskiego organistę. Słucha się jej tak, jakby się chodziło po ciemnym lesie.

Co mam przeciwko lewicowej wizji świata, mogę wyłożyć w dwóch zdaniach.
1. Rozmaici przedstawiciele lewicy, zwłaszcza nowej, uważają,że człowiek jest z natury dobry.
2. A mimo to dalej próbują go ulepszyć, czując się upoważnionymi do jego naprawy przy pomocy wszystkich dostępnych środków, których repertuar nawet Machiavellego wprawiłby w pełne zgrozy zdziwienie.

Wiem, to pewnie mało odkrywcze. Ale czasem warto sobie uświadomić istotę "błędu założycielskiego"  lewicowych ideologii, sprawiających, że każda z nich ostatecznie musi zbankrutować, pozostawiając toksyczną "masę upadłościową".

Krucha radość dzieciństwa: wiatraczki ze słomy robione dla mnie przez rodziców. Radość ta jakoś przetrwała całe dziesięciolecia.

Przed południem w S. Kiedy wchodzę do zegarmistrza, wraz z wybiciem południa zaczyna się koncert zegarów, przypominający występ niezbyt jeszcze zgranej orkiestry. Jedne chronometry wchodzą w jakieś allegro. Inne, o dobry krok za nimi dostają zadyszki. W tym wszystkim, jak recytatyw, głos radiowego spikera relacjonujący podpisanie katolicko-prawosławnej, pojednawczej deklaracji. Najbardziej mnie zastanawia: kto jest jej stronami. Bo na razie wolno sądzić, że najbardziej zadowoleni z niej są hierarchowie. Wierni, przynajmniej w Polsce, wydają się skonsternowani, pogubieni lub chłodno zdystansowani. W najlepszym przypadku. Sam zajmuję postawę wyczekującą. Działania pojednywaczy poznamy po owocach, a po wynikach je sądzić będziemy. - Że użyję tu odrobiny biblijnego patosu.


W mojej ulubionej torbie z zielonego brezentu, trochę podobnej do Stedowego chlebaka: zeszyty, tomiki i...ładowarka tudzież kable do komórki i tabletu. Pendrive’y. Torba nomada epoki cyfrowej.

Chyba już wiem, po co żyję: żeby się nie dać

wtorek, 11 grudnia 2012

Notacje (kwiecień/maj 2012)

Wyszedłem z zimy jak z ciężkiej choroby. Ale jeszcze nie odbyłem rekonwalescencji.

Psalm nas poucza, że ten padół łez jest jednocześnie padołem łaski. Bo jakże inaczej mógłby istnieć?  Że o możliwości jakiegokolwiek  naszym tutaj działaniu nie wspomnę.

Wbrew wszystkim zabieganiom i zobowiązaniom zafundowałem sobie dłuższą chwilę bezinteresownej lektury. "Ulica jednokierunkowa" Waltera Benjamina. Niektóre jego uwagi, sposób formułowania myśli blisko mi się kojarzą z krótkimi prozami Ernsta Jüngera.

Benjamin: "Bycie szczęśliwym to zdolność do uświadamiania sobie siebie bez trwogi”.

Chłód w Sopocie. Wyletnieni wczasowicze w t-shirtach i wczasowiczki w minispódniczkach owinięci w polarowe koce. Kiedy się tak promenują deptakiem , przypominają  napoleońską Wielką Armię wracającą spod Moskwy.

Napisał powieść, bo chciał być gdzieś indziej.

Dźwięki długiego weekendu. Kiedy siedzę na balkonie, o kilka kroków ode mnie przeciąga cała przyjezdna Polska. Klnie podpitym głosem. Troska się o coś. Tłumaczy się z czegoś do komórkowego telefonu.  

Coraz rzadziej używany zwrot: "jak należy". Zawsze ogólny, ale obiecujący solidność wykonania tego, czego się podejmujemy.Może fakt, że dzisiaj zwrot ten wydaje się już zapoznany, świadczy o naszym zadwalaniu się byle czym i skłonności do wszelkiej łatwizny?



Notacje w poprzednim blogu: czytam