Największą osobliwością sopockiej Wielkanocy nie były ani lokalne przysmaki, ani zwyczajowe atrybuty tych uroczystych dni. Ale lodowe stalaktyty, którymi morze obwiesiło latarnie u samego końca falochronu, tuż przy wejściu do przystani jachtowej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sopot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sopot. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 kwietnia 2013
wtorek, 26 marca 2013
Muzeum bez biletów
Mini-muzeum rybackie Jerzego Piątka jako instytucja kultury oficjalnie nie istnieje. Jednocześnie jest najwcześniej założoną placówką muzealną powojennego Sopotu. Murowaną szopę na przystani jej właściciel, kolekcjoner i przewodnik w jednej osobie wypełnił unikalnymi świadectwami dziejów rybołówstwa. Niektóre wpadły do jego sieci podczas dawnych połowów. Najstarsze - jak fragmenty wikińskiej łodzi - liczą sobie około tysiąca lat.
Swoimi zbiorami opiekuje się pan Jerzy niczym wytrawny kustosz. Każde zapytanie zwiedzających stanowi dla niego okazję do długiej gawędy.
Na swoich gości czeka co dzień po południu przy każdej pogodzie. Nie sprzedaje biletów. "To moja księgowa" - mówi, pokazując ceramiczną świnkę-skarbonkę na drobne datki.
wtorek, 26 lutego 2013
Malarze gdańscy (1850 - 1950) w Willi Claaszena.
Każdy, kto choć trochę interesuje się sztuką, bez wahania wymieni malarzy gdańskich tworzących w okresie złotego wieku. Trudniej natomiast wymienić artystów, związanych z Gdańskiem w wieku dziewiętnastym i niemal do połowy dwudziestego stulecia. Kultura wpierw pruskiego, potem niemieckiego miasta, podnoszącego się po wojnach napoleońskich, staje się jednak coraz lepiej znana dzięki badaczom, których, co trzeba przyznać, co najmniej o krok wyprzedzają kolekcjonerzy. A kiedy ci ostatni, wejdą w sojusz z muzealnikami, wówczas pojawia się poważna szansa, że razem stworzą stworzą coś, co wypełni luki, w naszej wiedzy.
Wystawa, otwarta niedawno w Muzeum Sopotu, odzwierciedla w pierwszym rzędzie gust kolekcjonerów do wizerunków Gdańska, do jego zakątków, bliższych oraz dalszych. Do wedut ze sztafażem i małych, kameralnych pejzażyków, do widoków wnętrz i dekoracyjnych scen mitologicznych.
Z doboru prac wynikać by mogło, że taki na przykład portret, albo akt, a nawet martwą naturę gdańscy malarze w niewielkim mieli poważaniu. Prędzej sceny rodzajowe z flisakami na wiślanym brzegu, w sam raz dla ozdoby salonów na Głównym i Starym Mieście, w Górnym Wrzeszczu i w Oliwie. Nie miejmy im tego za złe. Owszem, wielu reprezentowało ducha konserwatywnego akademizmu; inni cenili sobie realizm; niektórych jednak było stać na przykład na impresjonistyczne eksperymenty ze światłem Północy. Ale miastu, dokąd trafiali z wyboru lub zawodowej konieczności, szczerze podarowali cały swój talent.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
1. Nie, mam zamiaru utyskiwać na aktualny stan szeroko pojętej kultury. Inni robią to za mnie bardziej profesjonalnie tudzież wnikliwi...

