sobota, 12 stycznia 2019

Aleksandra Francuz, Papier ścierny, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu , Sopot 2018.



Po interesującym, naprawdę interesującym, debiucie Michała Czoryckiego (Cztery strony świata) biblioteka „Toposu”, której program zdecydowanie kładzie akcent na autorów z zauważalnym dorobkiem, zaprezentowała czytelnikowi kolejnego debiutanta, a właściwie debiutantkę. Tomik szczuplutki, niecałe czterdzieści stron zapełnionych lapidarnymi szkicami, spostrzeżeniami, uwagami. Zatytułowanymi lub takimi, gdzie rolę tytułu odgrywa incipit. Co sobą przedstawiają? Jeszcze nie spójny światoobraz. Raczej zarys pewnej strategii świato-odbioru, gdzie na plan pierwszy wysuwają się intencje, zamiary, pomysły. Czy zatem lektura tego tomu z góry skazuje na czytelnika na niedosyt? Niekoniecznie. Bowiem frapujące bywa tutaj już samo śledzenie kolejnych prób nadawania imion fragmentom rzeczywistości, dotykanie życia słowami, stanowcze w swoim uporze doszukiwania się prawdy, a jeśli nie prawdy – to z całą pewnością wyrazu, czyli sposobu, w jaki ten lub inny fenomen chce się otoczeniu u-świadomić, uobecnić w powstającym spontanicznie słowniku, wyjść z bezimienności (zob. księgi), albo, idąc dalej, ujawnić swe źródło, podłoże, z którego wyrasta. Bo imię – sugeruje debiutantka – to niezatarty odcisk, ontologiczny ślad w języku. Używanie mowy zatem – wciąż pozostajemy na przedłużeniu ścieżek wytyczonych przez poetkę – możemy utożsamić z procesem nadawania imion. Kreacja literacka przenosi ten proces w osobną przestrzeń aktu twórczego, gdzie twórca jest zarazem łowcą i iluzjonistą zdolnym do przemodelowywania rzeczywistości według indywidualnych reguł (Fleet Street).

   Podmiotka, respektując niegotowość świata, nieustanie próbuje się do niego przymierzyć. Otwartość istnienia, zaciekawia ją, budzi przeczucie niespodzianki lub przynajmniej obietnicy czegoś nowego, dotąd nieznanego; czegoś, co się dopiero kształtuje lub ujawnia (lubiła przymiarki). Lub wychodzi spośród rodzinnych opowieści o czasach zamierzchłych o czasach zamierzchłych, tragicznych jak dawna wojna, w których roztrząsania historiozoficzne muszą ustąpić przed doświadczeniami zapisanymi w pamięci surowo, bezpośrednio (por. pieczęć ; na to trzeba stu lat). Zresztą w tym zbiorze od samego początku często rozbrzmiewają cudze głosy, przede wszystkim głos starszej kobiety (babki? archetypicznej pramatki? animy?) kontrapunktowo zestrojone z jego tonacją. Takie rozwiązanie pozwala spotkać różne perspektywy i sądy. Siłą rzeczy – subiektywne. A chociaż podmiotka szuka własnego, odbicia w obserwowanych przedmiotach (w ilu dnach), koniec końców musi przyjąć do wiadomości, że jej wiedza o sobie, pochodzi spoza niej; z cudzych sądów. „z ludzkiego gadania/ z narosłych komentarzy/ do źródła poczęcia/przypadku wolnej woli rozgrywek szachisty/ determinantów wszelkiej maści” (przechodzi się z ust do ust). Bynajmniej nie wpływa to na ustawienia jej wewnętrznego barometru wrażliwości (wyczuję pod stopami) ani nie osłabia determinacji, z jaką łączy ciało lub materię z wypowiadanym czy zapisanym słowem (por. wiersz tytułowy) i krystalizuje ją w zupełnie nową jakość: „ujmuję w/ nawias/ treść węższą/ to co wypada/ z wiązadeł ogniwa łańcucha/przekładnie duszy” –
takie trochę technologiczne wyznanie streszcza nieomal wszystkie założenia warsztatowe debiutantki Poetycki rytuał rozgrywa się tutaj w uwarunkowanej cyklami natury przestrzeni wiejskiej, gdzie jakby łatwiej trafić na rozstaje życia i śmierci, a także – na rozstaje języka (zob. chodzenie po ziemi). Zawsze daleko od sielankowej czy arkadyjskiej mitologii, natomiast blisko pierwotnego wyobrażenia domu (z dziejów zabudowy chłopskiej) lub czynności na wskroś powszedniej jak przerób mięsa po uboju (ruchome cienie). 
   Jasna sprawa: otrzymujemy tu ledwie próbkę talentu. Ale na takim już poziomie, że debiut Aleksandry Francuz wolno nam uważać za zapowiedź zbioru podebiutanckiego. Mam nadzieję, że będzie obszerniejszy.

Fragment większej całości przeznaczonej do publikacji w Dwumiesięczniku Literackim "Topos"







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

nowe litery: Nadmorze 22. Antologia wierszy czytanych. Maciej B...

Wiersz o upale w przedostatni dzień lata nowe litery: Nadmorze 22. Antologia wierszy czytanych. Maciej B... : Kliknij, żeby odtworzyć audi...